Menu

Wylęgarnia

Metamorfoza matki w człowieka. Wciąż w toku.

Bo tak należało

fiona_apple

Bo_naleao

Sobotnie popołudnie. Miśku przywiózł mnie na rezonans magnetyczny do przyszpitalnej przychodni (podczas gdy Potwory zostały z moją Mamą). Pani z rejestracji, wręczając plik jakichś papierzysk do przekazania w gabinecie, od razu informuje mnie, że jest około 20 minut opóźnienia od planowego czasu rozpoczęcia badania. Szybko dodaję kwadrans, który i tak mieliśmy w zapasie i uśmiecham się. Małżonek zostaje wyekspediowany do sklepu w poszukiwaniu kaczki (!) na obiad na następny dzień, a przede mną co najmniej pół godziny spokojnego czytania. Rewelacja.

Koniec końców opóźnienie to pełne pół godziny. Poprzednia pacjentka wychodzi z gabinetu, a ja próbuję zebrać manele i wejść tam po niej. Książka, dotychczasowa dokumentacja przebiegu leczenia, papiery z rejestracji. Robię niezgrabny krok, próbując się wesprzeć na kulach i papiery z rejestracji wypadają na podłogę. Kiedy je podnoszę, zauważam, że w środku jest dość długa ankieta przed badaniem. Szkoda, że mi nie powiedzieli, żebym ją wypełniła, kiedy przekazywali dokumenty pół 45 minut wcześniej.

- Dzień dobry! - witam się z panią technik od sprzętu. - Tutaj mogę usiąść? Ma pani może długopis? Bo mam tutaj taką ankietę, ale nie wypełniłam i muszę...

- Nie ma pani ankiety??? - ręce pani technik wędrują w górę w geście rozczarowania, a głos jest bardzo zdenerwowany. - Tak, bo wszyscy myślą, że mam nie wiadomo ile czasu. Przecież chyba miała pani czas, żeby to - palec pani technik przelatuje bardzo blisko mojej twarzy i ląduje na papierach na stole - zrobić, prawda? Ja nie wiem, co za ludzie...

Pół sekundy byłam jak oniemiała. Ale oni mi nie powiedzie...

- Proszszsz! - długopis uderza o papiery. Nie, nie rzuciła nim, bardzo energicznie go położyła, ale to wystarczyło. Szybko przypominam sobie, że ja też mam język.

- Ja sobie wypraszam! Co to jest za traktowanie! Nie, nie powiedziano mi, że mam wypełnić tę ankietę, ale nawet jeśli by mi powiedzieli, a ja bym jej nie wypełniła, to kto daje pani prawo, żeby podnosić głos? Kimże pani jest??? - teraz sama zaczynam mówić coraz głośniej. - Ja rozumiem, że może mieć pani zły dzień, może pani mieć opóźnienia, ale czy wyżywanie się na pacjentach jest tym, co należy robić?

- Wyżywanie się? O czym pani mówi? - krzyczy.

- Mówięc o tym, że nie po to płacę abonament prywatnej służby zdrowia, żeby mi pani machała rękoma przed nosem! Ja sobie po prostu NIE ŻY.CZĘ! - stawiam sprawę jasno. I też krzyczę.

Wszystko nie trwa nawet minuty. Podchodzi pielęgniarka.

- Ja rozumiem, emocje... Ale może przyspieszymy, ja pani pomogę wypełnić tę ankietę... Pani zdejmie wszystkie metalowe elementy stroju, okulary i tak dalej, a ja będę czytać pytania. Czy ma pani rozrusznik serca...?

Z sąsiedniego pomieszczenia, gdzie znajdują się panele sterowania do urządzenia MRI, słyszę, jak pani technik równo opieprza rejestrację przez telefon. Świetnie, ale sytuacja. 

Kiedy kuśtykam do maszyny, a z drugiej strony podchodzi pani technik, nie patrzymy sobie w oczy. Kiedy odzywa się, czuję, że robi wysiłek, żeby opanować głos.

- Czy była pani wcześniej na takim badaniu? Nie? Proszę się tu położyć. Będzie głośno. To zupełnie normalne, tak działa ten sprzęt. Proszę, oto słuchawki 

Wjeżdżam w tunel. Tak naprawdę tylko moje nogi wjeżdżają i brzuch. Mój wzrok ląduje dokładnie na nalepce: UWAGA! LASER! Proszę nie spoglądać w wiązkę lasera!

Maszyna rusza. Ze zdziwieniem przyjmuję fakt, że dźwięki wydawane przez maszynę są nie tylko bardzo głośne, ale też bardzo różne. Przez pół godziny urządzenie udaje karabin maszynowy, alarm samochodowy, syrenę pogotowia, imituje lawinę schodzącą w górach. Tak przynajmniej podpowiada mi wyobraźnia.

Jednak te pół godziny tylko w małej części spędzam na imaginacjach, przez większość czasu wraca do mnie scena z ankietą. Widzę ją ze wszystkich stron, z różnych perspektyw. Głowa ją mieli, odtwarza, przetwarza, analizuje. I z minuty na minutę jest mi coraz bardziej wstyd.

OK, babka nie powinna była reagować tak, jak zareagowała, ale czy to mi dało prawo, żeby podnosić głos? Żeby się na nią wydzierać? Czym to się różni od jej reakcji? Ja też po prostu sobie ulżyłam. Jej kosztem. Cholera jasna! Po co mi to było?

Filip. Borys. Przychodzą mi do głowy moje dzieci. Co robię, kiedy niepotrzebnie się na nich zdenerwuję i mam moralniaka? Co należy zrobić, bez względu na to, czy to są moje dzieci, czy ktoś zupełnie obcy? 

Kiedy badanie się kończy, ona pomaga mi zejść z leżanki. Podaje mi kule, które zostały wyniesione za drzwi, bo są z metalu. Przebieram się w przebieralni.

- Czy to już wszystko z mojej strony? - pytam.

- Tak - odpowiada.

Obie zawieszamy wzrok gdzieś na swoich policzkach. Żeby było w miarę kulturalnie, ale nie patrzymy sobie w oczy. Nie potrafimy.

Wiem, że mam jakieś dwie sekundy.

Podaję jej rękę.

- Przepraszam.

Obie jesteśmy zaskoczone, że powiedziałyśmy to w tym samym momencie. Teraz już patrzymy sobie w oczy.

- Jejku, przepraszam. Bardzo przepraszam. Nie wiem, co mnie napadło. Nie miałam prawa... - mówię szybko, lekko się zacinając. - Domyślam się, że ma pani za sobą długi dzień, a w kolejce ludzie chorzy, więc każdy reaguje nerwowo. Jest mi wstyd, bo to było takie niepotrzebne. Ten krzyk. Ale czułabym się okropnie, gdyby przeze mnie miała pani rozwalony weekend. Bo nie potrafiłam utrzymac nerwów na wodzy. Przepraszam. 

Oczy zaczynają mi się szklić. Zawsze jak kogoś przepraszam w emocjach, kończy się to łzami. Taka reakcja fizjologiczna. Próbuję dyskretnie podetrzeć oko.

- To ja przepraszam. To naprawdę długi dzień... Od rana opóźnienia przez błędy recepcji. Ale to nie daje mi prawa, żeby... Hmmm... Nie wolno na nikogo krzyczeć...

Uśmiecha się do mnie. Ja też się uśmiecham.

- Mam nadzieję, że mimo wszystko będzie mieć pani miłą niedzielę - dodaję. 

- Ja też. Taki piękny ten śnieg. Mam nadzieję, że uda mi się pójść na spacer. Do widzenia.

- Do widzenia.

Mogła się nie odezwać. Ja też mogłam się nie odezwać. Ale kiedy juz człowiek zachowa się jak matoł, może coś zrobić, żeby zostawić wrażenie matoła trochę mniejszego. Tak do zapamiętania, dla każdego. 

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • agra1

    Iza, nisko się kłaniam za wnioski i rozwiązanie sprawy. To dziś rzadkie, żeby ktoś umiał sie przyznać i przeprosić, bo go poniosło. Cieszę się, że Ci sie udało - i jestem dumna, że Cię znam:).

  • fiona_apple

    @agra1 - Ja też w sumie się cieszę, że udało się w coś pozytywnego przekuć tę okropną sytuację (chociaż oczywiście do zapamiętania jest przede wszystkim to, żeby się na nikogo nie wydzierać, to nie będzie za co przepraszać). A tak w ogóle to jak zdrowie u Was?

  • kobietawkryzysie

    Ha, ja Cię raczej podziwiałam, że nie dałaś po sobie jeździć i się odgryzłaś:) A o co chodzi z tymi kulami?

  • lylowa

    i jedno i drugie super. ja tez podziwiam za wyrazenie twojego niezadowolenia. to jest wazne i dla twojego psychicznego zdrowia i zeby cos moze dotarlo do pan w rejestracji i przyczynilo sie do skrocenia czekania na badanie. (ja zwykle ignoruje swoja wscieklosc, zeby wszystko nie wydluzylo sie jeszcze bardziej. ) oczywiscie rozwiazanie sprawy i obstronne przeprosiny sa najlepsza i pozytywna czescia tej historii. a noga? co wykazalo badanie?

  • fiona_apple

    @ kobietawkryzysie - Nigdy nie daję po sobie jeździć, nie mam problemu z odgryzieniem się (raczej nigdy nie miałam), ale ostatnio staram się ważyć, kiedy to ma sens, a kiedy jest tylko dołączeniem do zabawy w obrzucanie gównem (które mnie też ubrudzi w końcu, co nie?). I na dodatek jak już odpowiadam, chciałabym to robić z klasą, a tutaj klasy nie było - i za to mi wstyd. Bo czym koniec końców moje darcie się na nią różni się od jej darcia na mnie? Kolano - na wyjeździe narciarskim miałam wypadek (info na Fejbusku, którego nie każdy obserwuje, wspomniałam też na końcu tej notki).
    @ lylowa - Jeśli wyrażenie swojego zadowolenia utrzymuje zdrowie psychiczne, to nie muszę się o nie martwić. :) Problem tylko w tym, że jak się jest w gorącej wodzie kąpanym (jak ja) i szybko się przechodzi do kontrataku, to czasem ta reakcja jest mniej lub bardziej niewspółmierna. Wyniki rezonansu jutro, a ortopeda w sobotę rano. Wtedy będę wiedzieć wszystko.

  • agra1

    Dzięki za pytanie, powoli wychodzimy na prostą. Piotrek w poniedziałek pójdzie do szkoły, Grzesiek w przyszłym tygodniu do przedszkola. A ja może wreszcie bede mogła spokojnie pochorować.....

    Dziś ich mało nie zamordowałam w kolejce do pediatry, wariowali jak pijane zajączki, czyli zdrowieją. Chociaż oni tak mają nawet z 39 stopniami gorączki....
    Byle do wiosny, bedę mogła ich wywalic na zewnątrz.

  • fiona_apple

    @ agra1 - No to trzymam kciuki za zdrowienie. U nas rewelacyjny sezon, Borys nie opuścił ani jednego dnia w przedszkolu jeszcze, Filip miał tylko anginę (piewszy raz w życiu!) w listopadzie, szybko daliśmy sobie z nią radę i jeden dzień biegunki, kiedy w szkole szalał jakiś wirus żołądkowy. Jak się już wykurujecie porządnie to daj znać (pewnie już wiosna będzie, hehe), na jakąś kawę się wybierzemy, bo już lata się nie widziałyśmy.

  • agalusz

    Fiono, przytulam. Tak po prostu.

  • fiona_apple

    @ agalusz - Dzięki. :*

© Wylęgarnia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci