Menu

Wylęgarnia

Metamorfoza matki w człowieka. Wciąż w toku.

Alergologia, pulmonologia i wróżenie z fusów

fiona_apple

No więc gdzie i kiedy ja tam... Aha! Jesteśmy w grudniu 2013 roku. Pediatra właśnie zdiagnozowała zapalenie płuc u Filipa i wysłała Borysa do szpitala na alergologię na cito. Hajlaf.

Nasze wizyty w różnych placówkach medycznych na przestrzeni dorastania Potworów pozwoliły nam się zapoznać z całym bogactwem zachowań gatunkowych lekarzy i pielęgniarek, jednak jedno trzeba przyznać - w szpitalach zawsze pomagali nam skutecznie i w miarę sprawnie. Tak było i tym razem.

Na Działdowskiej zaskoczyli mnie bardzo tym, że na zmiany skórne Borysa od razu podali… antybiotyk! Pomijam kwestię tego, że to był jego pierwszy antybiotyk w życiu (i do dnia dzisiejszego jedyny), ale… Antybiotyk??? Jako środek w walce ze skórnym odczynem alergicznym?

Oczywiście upraszczam, bo oprócz tego Bo dostał smarowidła do ciała do pary ze specyficznym rytmem kąpieli i Zyrtec w kroplach. Ale mimo wszystko byłam naprawdę zaskoczona. Na szczęście nikomu nie brakowało cierpliwości do wyjaśniania mi wszystkich procedur i odpowiadania na niezliczone „Dlaczego?”. Zmiany na skórze Borysowskiego trwały już tak długo, że były ponadkażane, a antybiotyk miał ukrócić imprezę bakteriom ucztującym na moim dziecku. I tak się stało.

Po paru dniach kuracji i eliminującej duży wachlarz alergenów diety moje dziecko po raz pierwszy od paru miesięcy miało gładką (stosunkowo) skórę. Objawy, z którymi przez całą jesień alergolog od siedmiu boleści próbowała sobie bezskutecznie poradzić, zostały opanowane w niecały tydzień. Tydzień!!! A nie mówimy tutaj o specyfikach z nowoczesnymi nazwami produkowanych przez największe koncerny, tylko o dwu-, trzyskładnikowych maściach, które zrobi każdy farmaceuta. Za dychę, nie za stówę za opakowanie.

Równolegle należało ustalić, co tak naprawdę uczula Borysa. Testy z krwi znowu nic nie dały. Na Działdowskiej też sceptycznie podchodzili do tego, że zwykłe testy skórne testy punktowe (prick) coś wykażą. Ale zróbmy, why not? Może jednak?

I bingo! Trzy bąble, trzy alergeny – mleko krowie (laktoza), białko jaja i ziemniak. Produkty mleczne odstawiliśmy jesienią intuicyjnie, jaja podawaliśmy tylko przepiórcze, ale ziemniak? Kto by pomyślał… Lądował w każdej zupie. A potem na skórze Bo.

Kiedy Borys wyglądał już naprawdę dobrze, zrobili mu jeszcze testy kontaktowe (płatkowe) – te można robić jedynie przy remisji objawów. Potwierdziły one powyższą listę uczuleń z testów punktowych.

Jaki wniosek? Gdyby tylko zwykłe testy punktowe wykonać w pierwszych tygodniach nasilenia alergii, gdybyśmy próbowali postawić na swoim, gdyby lekarka (na której wspomnienie dziś cierpnie mi skóra) nie uparła się, gdybym doczytała o aktualnych zaleceniach dotyczących dolnego wieku pacjenta przy tych testach… Wiedzielibyśmy wcześniej. A tak trzy miesiące błądzenia we mgle. Dziękujemy, że oszczędziła pani ten jeden zestaw testowy, psze pani. Budżet sieci przychodni, której nazwy nie wymienię (bo mam schizę pozwu, hehe), uchroniony!

Nie ma jednak czasu na żale i rozpamiętywania. Mamy to! Mamy wiedzę, mamy leki, mamy kontakt do lekarza, któremu ufamy w stu procentach. Teraz tylko Fiona musi się nauczyć gotować bez mleka i produktów mlecznych, wołowiny i cielęciny (to samo zwierzę!), jaja (żadnego – zalecono nam wyeliminować jaja przepiórcze), kury oraz ziemniaka i skrobi ziemniaczanej.

Powstrzymam się od rozpisywania w tym temacie dziś, bo wyjdzie mi epopeja długości „Pana Tadeusza”, ale na początku było ciężko. Lista alergenów niby krótka, jednak szybko się okazało, że eliminuje co najmniej połowę przeciętnego supermarketu. Dziś, półtora roku później, mówię „Phi!”, przygotowując domowe mleko migdałowe i piekąc pulchniutkie wegańskie drożdżówki, jednak wciąż pamiętam biedę i monotonię diety Borysa w tych pierwszych tygodniach. Dobrze, że dzieciak lubi brokuły, bo dostawał je wtedy prawie codziennie we wszystkich postaciach poza deserem. A może w deserze też?

Roślinka

Jesssu… Ja tu gadu gadu o Borysowskim, a w domu Filip walczy z zapaleniem płuc. To znaczy walczył przez pierwszy dzień, a potem leki zaczęły działać i było już tylko dziecko z nadmiarem energii wkurzone zamknięciem w domu. Scenariusz znany wielu rodzicom, tyle że my mieliśmy młodszego na oddziale szpitalnym (z zakazem wyściubiana nosa stamtąd – oczywista oczywistość) i nikłe szanse na pomoc rodziny.

Nie pytajcie, jak poradziliśmy sobie z zamiankami pomiędzy domem a szpitalem. Nie pamiętam dokładnie. Przydali się sąsiedzi, miały miejsce rajdy wolskimi ulicami ze zdecydowanie nieprzepisowymi prędkościami. Musieliśmy też używać kanałów teleportacyjnych, bo jakoś dziś nie mogę sobie wyobrazić, że sobie bez nich poradziliśmy. Chcieć to móc, chciałoby się powiedzieć. Tyle że w takich przypadkach działa raczej zasada jak mus, to mus, bo z życzeniowością nie ma to wiele wspólnego.

W każdym razie Filipowski wspomagany farmakologią poradził sobie z syfem w płucach. Świetnie, myślałam naiwnie. Będziemy sobie smarować Borysa wazelinami w piętnastu odsłonach, wpieprzać szpinak z soczewicą i jakoś to będzie.

Nie było.

Tamtej zimy oskrzela Filipa dawały o sobie znać co dwa, trzy tygodnie. Co najgorsze, wróciły duszności (czyli skurcz oskrzeli, może być wywołany infekcją lub alergenami). A z nimi leki rozkurczowe i sterydy. Inhalacje, najróżniejsze konfiguracje inhalacji.

Szczęście w nieszczęściu (bosz, co ja dziś? przegląd przysłów i powiedzeń polskich?), przychodnia podstawowej opieki zdrowotnej na parterze w bloku. Tak więc w infekcjach chodziliśmy czasami rano i wieczorem – dwie zaufane lekarki (jedna z poprzedniego wpisu) słuchały Młodego, oglądały, liczyły jego oddechy, robiły dziwne miny, zastanawiały się. Jakie dawki? Więcej? Częściej? Już szpital? Może jeszcze nie, inhalujecie rozkurczowy o trzeciej w nocy i widzimy się rano. Uff.

I tak do końca lutego, kiedy jednak się nie dało inaczej niż Działdowska. Znowu.

Wracasz tam jak do domu. Ten sam oddział. Znasz każdy kąt, wszystkie zabawki w świetlicy. Pielęgniarki cię rozpoznają. To Filip, brat Borysa. Naprawdę? Niepodobny. I lekarz prowadząca ta sama. I znowu nam pomogła.

Filip opuszcza szpital z lekami na stałe. Z nebulizacji przechodzimy na wziew z inhalatora przez tubę. Nie wiadomo na jak długo. Może miesiące, może lata. Astma? Podejrzenie. Obserwowany w kierunku. Za mały na spirometrię, nie da się więc podbić pieczątki pod diagnozą. Ale w każdej przychodni, gdyby pytali, mówcie, że astma. Prościej niż wdawać się w detale. I leki wtedy też powinni przepisać bez problemu, jeżeli będziecie potrzebować.

I tak właśnie, pod koniec zimy, półtora roku temu, w moim domu zamieszkały wcześniej ukrywające się, a teraz wydarte na światło dzienne, dwie choroby przewlekłe.

Komentarze (15)

Dodaj komentarz
  • alexxela78

    Oh ale ciesze sie, ze juz sa zdiagnozowani i szansa ze moze Filip wyrosnie. Czy na mieso Borys tez uczulony? Dobrze ze mieszkacie w duzym miescie i masz dostep do tylu roznych zamiennikow, teraz naprawde jest latwiej, ale co nerwow przeszliscie to wspolczuje. A jak teraz skora Borysa wyglada?

  • fiona_apple

    @ alexxela78 - Krowa i kura odpada, na poczatku została świnka i kaczka (plus królik i jagnięcina, ale te jemy w minialnych ilościach). Po jakichmś pół roku włączyliśmy indyka i było spoko, więc został. Dziś skóra Borysa wygląda raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy nie jest tak źle, jak w okresie błędnego diagnozowania.

  • przy-okazji

    Witaj w klubie :), ja nadal nie znoszę wegańskich drożdżówek i mam wrażenie, że moje dziecko bez przerwy je owsiankę na wodzie. O Działdowskiej mam całkiem odmienną opinię, bo rozłożyli ręce i wpisali "astma o podłożu genetycznym" zamiast szukać co tak dramatycznie uczula, że dziecko charczy zamiast oddychać. Nawiasem mówiąc uczulenia pokarmowe też mogą dawać objawy astmatyczne, więc przyjrzyj się diecie egzemplarza z zapaleniami oskrzeli ;).

  • fiona_apple

    @ przy-okazji - Niewesoły bywa ten klub, ale w kupie raźniej. :) Z tą Działdowską to mnie nawet nie zdziwiłaś. Doświadczenia szpitalne rzadko są konsekwentne, nawet jeżeli dziećmi zajmuje się ten sam sztab specjalistów. Nam pomogli, więc złego słowa nie powiem, a u Was historia niestety odwrotna. Udało Ci się znaleźć sensowanego lekarza albo innego magika gdzie indziej?

    Filippo jest przetestowany na alergie pokarmowe i obserwowany bacznie w tym kierunku przeze mnie - dziś czuję się owiele bardziej kompetentna w temacie. Jak byk wychodzi mi, że nadreaktywność oskrzeli jest przyinfekcyjna. Problemy oskrzelowe Młodego (poza jednym epizodem) pojawiają się tylko w okresie przeziębieniowym (listopad-marzec), zawsze zaczyna się od katarku. Zaczynało się, bo ostatni sezon przeszliśmy bez obturacji - taka zajawka kolejnych wpisów. Ale zdiagnozować definitywny koniec takiej choroby jest trudno, więc w sumie żyjemy w ciągłej gotowości bojowej.

  • fiona_apple

    @ przy-okazji - A droźdżówki robię z tego przepisu:
    www.mojewypieki.com/post/slodkie-drozdzowki-z-dzemem
    używając mleka migdałowego domowej roboty i margaryny wegańskiej. Są pyszne. :)

  • przy-okazji

    A jakiej margaryny wegańskiej używasz? Margaryny zwykle nie nadają się dla dzieci (dla dorosłych też utwardzone oleje roślinne nie są zdrowe)

  • fiona_apple

    @ przy-okazji - Kupujemy margarynę Alsan: www.misiontek.pl/margaryna-bio-250g.html Wg informacji producenta tłuszcze i oleje wykorzystane do produkcji margaryny nie są chemicznie utwardzane. Produkt poleciła mi Kasia Jankowska z bloga "Mama alergika gotuje".

  • Gość: [mamaroberta] *.anfa.net.pl

    Oj to się u dzieje, a ja narzekałam na choroby moich dzieci, a tu się okazuje, że to wszystko co było u nas to pikuś :) Pozdrawiam i życzę zdrowia!

  • fiona_apple

    @ mamaroberta - Dzięki! :*

  • lylowa

    fiona, te pluca filipa to mi od razu przypominaja dziecinstwo maliny. inne dzieci kaslaly tydzien i byly zdrowe a ta lekki katar a nastepnego dnia lekkie zapalenie pluc - zadnych stanow posrednich. jako 6 latka miala za soba trzy zapalenia pluc i badanie na mukowiscydoze. polska lekarka pod monachium namowila nas na przezycie zapalenia pluc bez lekarstw a potem kazala wyjechac nad polskie morze. malina spocona biegala po polskiej plazy i moczyla sie w szarobrunatnym zimnym baltyku a ja dwa tygodnie umieralam ze strachu - a tu? nic. jako 7latka poszla do szkoly i... skonczyla podstawowke ze specjalna nagroda za... nie opuszczenie ANI jednego dnia.

    pisze ci to zebys miala w sobie nadzieje, ze ci sie filip zahartuje na przyszlosc przez te wszystkie przeziebienia. zycze wam wszystkiego najlepszego. my w astme nie uwierzylismy i mielismy racje. trzymajcie sie!!!

  • whywomen

    Życzę cierpliwości i mocno trzymam kciuki by synowie sobie poradzili jak córka Lylowa'ej z poprzedniego komentarza.

    Dzięki, że się podzieliłaś doświadczeniem.

    Pozdrawiam WW

  • fiona_apple

    @ lylowa - Nadzieją się żywię każdego dnia. Fakt jest faktem, że Filip jest wciąż na lekach, ale minimalne dawki już i będziemy powoli odstawiać. Tak ja Ty, nie do końca wierzę w klasyczną postać astmy, bo napady były jedynie przyinfekcyjne. Duszności nie było od roku, ostatni sezon przeszliśmy samymi katarkami, nic poważniejszego. Ale dziś jestem kuta na cztery nogi, mam doktorat honoris causa z pulmonologii i alergologii. ;) I widzę, że jest szansa, że to podejrzenie astmy pozostanie podejrzeniem. Tego się trzymam.

  • fiona_apple

    @ whywomen - Dzięki. Każdy głos wsparcia to cegiełka na naszej drodze do wyzdrowienia.

  • aga707memnon

    Fiona, ściskam Cię, co prawda wirtualnie, ale jak matka matkę. Matka dwóch małych chłopców, która właśnie zaczyna szukać przyczyn ciągłych i nawracających infekcji, na razie u Starszego. Boję się tego co nas czeka... I tym mocniej trzymam kciuki za Was. Pozdrawiam!

  • fiona_apple

    @ aga707memnon Ja też Cię ściskam. Dobrze pamiętam, jak czułam się zupełnie bezradna wobec problemów moich dzieci. Jeżeli mogę coś radzić, zasugerowałabym przyjrzenie się diecie chłopców. I nie tylko pod kątem eliminacji najbardziej powszechnych alergenów pokarmowych, ale wyczyszczenie z żywienia wszelkiego rodzaju konserwantów, barwników, polepszaczy, E-ileśtam. Bardzo polecam książkę Zamień chemię na jedzenie: bonito.pl/k-1563331-zamien-chemie-na-jedzenie, która opisuje proces czyszczenia diety rodziny, w której dzieci właśnie ciągle chorowały. Ja z racji alergii Borysa muszę wręcz maniakalnie zwracać uwagę na to, co on je, ale dieta zmieniona przez te ograniczenia pomaga też Filipowi. Od momentu, na którym skończyłam tę notkę, zmieniliśmy nawyki żywieniowe całej rodziny i Filipowski ewidentnie choruje mniej. Owszem, zażywa leki, ale w coraz mniejszych dawkach ( w tej chwili przygotowujemy się do całkowitego ich odstawienia) i jestem przekonana, że jedzenie również ma wpływ na to, jak się czuje. Zresztą chcę o tym jeszcze napisać. Pozostańmy w kontakcie, OK? Ściskam.

Dodaj komentarz

© Wylęgarnia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci