Menu

Wylęgarnia

Metamorfoza matki w człowieka. Wciąż w toku.

Jak księżniczka zmieniła się w żabę

fiona_apple

Podobno żabę można ugotować podgrzewając wodę od temperatury otoczenia, a ona do ostatniej chwili nie zorientuje się, że coś złego się dzieje.

***

W maju zeszłego roku jeden z zespołów z pracy zaprosił mnie na swoją wyjazdową imprezę integracyjną. Uzgodniłam z Małżonkiem plan logistyczny i wyruszyłam przezornie uzbrojona w laktator (coby moja pierś nie wybuchła w twarz współpracownikowi, bo, jakby nie patrzeć, byłby to jednak kwasior). Wizja relaksu w jacuzzi przy hotelowym basenie była miła, myśl o szaleństwach na motorówkach była ekscytująca, ale i tak najbardziej liczyłam na to, że po koszmarnych miesiącach niedostatku snu najzwyczajniej w świecie porządnie się wyśpię.

Plan był taki, żeby chwil parę pokręcić tyłeczkiem do muzyki DJa, wypić lampkę wina i dyskretnie wymknąć się do pokoju. Założenia pokrzyżował sam DJ, który rewelacyjnie rozkminił potrzeby muzyczne inżynieryjnej braci i moje (wszyscy byliśmy zaskoczeni, że okazały się tak zbieżne). Początkowo koledzy reagowali niemrawo (nie ma cudów, to jednak inżynierowie!), ale jak się rozkręcili... A jak mnie rozkręcili...

Koniec końców tańczyłam sześć godzin. Sześć. Bez przerwy. Nieustannie. Dosłownie bez minuty odpoczynku (podbiegnięcie do stołu i łyk wody zabierał mi jakieś dzesięć sekund).

Kiedy wstałam, niewyspanie mi nie przeszkadzało. Jakżesz by mogło po najlepszej imprezie tanecznej dekady. Coś uwierało jednak. Coś było nie tak.

Rzecz w tym, że ja kocham tańczyć. Śpiewać nie umiem, melodii nie wyklaszczę, nie gram na żadnym instrumencie, ale, o dziwo, mam świetne poczucie rytmu. Energiczna muzyka porywa moje ciało i od razu jestem zespolona z piosenką. W tańcu przeżywam stany wręcz euforyczne, czuję się wolna i szczęśliwa.

I od lat nie byłam na imprezie tanecznej. 

Nagle dostałam obuchem. Nie tak miało być. Dlaczego jestem dziś tutaj, a nie... A nie... Gdzieś... Nie wiem gdzie, ale gdzieś INDZIEJ?

Kolejne dni i tygodnie spędziłam odgrodzona psychicznie od moich chłopaków. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, a wewnątrz burza. Who the fuck are you, Fiona? Ile swoich wizji świata porzuciłaś, bo tak było wygodniej dla innych? Ile ważnych dla Ciebie rzeczy zeszło na drugi plan? Ile się zamgliło, zaszarzało? Czy tego chciałaś?

Dzieci oczywiście chciałaś, kochasz je nad życie. Wiedziałaś, że życie się zmieni, zaakceptowałaś to, ale chyba za szybko odpuściłaś stery.

Dziś nie chodzisz tańczyć. Dziś zamiast klubów odwiedzasz przychodnie specjalistyczne. Dziś nie robisz tego, co uwielbiasz, bo musisz robić to, co powinnaś. Tylko kto o tym zadecydował?

Ty sama, durnoto, nie potrafiąc zadbać, by w zawieruchach życia codziennego przeżyły tak ważne dla ciebie cząstki samej siebie? Mąż, który nie lubi, więc nie chodzicie? (Ale Ty jeździsz przecież na nartach, w dużej mierze dla niego, chociaż na początku nie lubiłaś...) Społeczeństwo, które przez wdruk kulturowy nie pozwala ci spriorytetyzować wysoko tak trywialnej rzeczy, jak disco, kiedy musisz zajmować się Rzeczą Ważną, jaką jest pielęgnacja rodziny jako kluczowej jednostki socjalnej? A może los po prostu, cholerny los, który zdecydował, że nie dla ciebie nudne jak flaki z olejem i przewidywalne rodzicielstwo, które przecież co jakiś czas statystycznie musi się zdarzać?

Każda z tych myśli była dusząca. W swoich rozważaniach byłam albo bezdennie głupia, albo totalnie bezwolna. Albo wypij rozlane mleko, albo nieś swój krzyż. Możesz też uciekać. Tyle że nie masz gdzie. Rozczarowanie to twój chleb powszedni. Sił na walkę nie ma. I co teraz?

Tak właśnie parę godzin tańca otworzyło mi oczy na wszystko, co było nie tak. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki setki niewygodnych sytuacji, nieodpowiadających mi założeń i wkurzających stanów rzeczy, które do tej pory były zamiatane pod dywan z nastawieniem, że jakoś to będzie, wypełzło, żeby pokazać mi się w całej krasie. I udowodnić mi, że moje życie jest do dupy.

Najgorsza była jednak niepewność co do samej siebie. Czy ja siebie znam? Czego ja właściwie chcę? Chcę walczyć, iść na noże, ciąć, zmieniać, naginać. Tylko gdzie jest cel?

Kręgle

Żaba wyskoczyła z garnka i szczęśliwie uniknęła ugotowania, ale wciąż jednak była żabą.

Komentarze (18)

Dodaj komentarz
  • fiona_apple

    Wiem, że niektórzy z Was się tu niecierpliwią i że wielu już nie wróci po kolejnych prośbach o jeszcze trochę czasu. No cóż, czasami nie ma innego wyjścia, jak zrobić coś w swoim tempie i na swoich warunkach, a świat musi się lepiej lub gorzej przystosować.

  • agra1

    wręcz przeciwnie, droga`Żabo. Pisz w swoim tempie i na swoich warunkach. poczekamy.

  • jehanette

    Byłam cichą podczytywaczką, i spokojnie sobie czekam.
    Trzymaj się!

  • yavorius

    Nie wrócimy, bo jesteśmy tu i nigdzie się stąd nie ruszymy.
    Będziemy czekali cierpliwie, a tymczasem życzymy dużo sił i wytrwałości!

  • liwne

    spokojnie :) nigdzie się nie wybieram :)
    ale za każdym razem fajnie jest Ciebie czytać!

  • whywomen

    No Kochana, to tak znajomo brzmi, że aż mnie ciarki przechodzą.

    Spokojniutko sobie pisz
    Zaakceptujemy i tempo i wybory

  • kobietawkryzysie

    Upss... Powodzenia!

  • Gość: [Mama Dwójki] 5.172.252.*

    Zaraz uciekną. Nie takie szybkie. Nie takie narwane.

  • krwawasiekiera

    Jesteśmy. Czekamy:)

  • kropka306

    Życie...Czy powiedzmy wprost życie Matki. Oj zmienia się i każde uświadomienie sobie tego faktu boli. Też zawsze mam mocne postanowienie pogodzenia bycia Matką z byciem Sobą, tylko trudne to chociażby logistycznie, a czasem niewykonalne, staram się jednak głośno tego nie mówić, kłaść się spać z tą wiarą w lepsze jutro. A "jutro", znów porywa mnie codzienność.

  • Gość: [żuaninia] 195.191.163.*

    Podzielam zdanie poprzedniczek. Jesteśmy. Czytamy. Czekamy :)

  • lylowa

    a ja mysle, ze kazdy w mniej wiecej naszym wieku (?) zyje mniej wiecej tak jak chcial i jest tam gdzie chcial byc. swiadomie lub podswiadomie. taka refleksja, ze jest sie gdzie indziej niz sie planowalo i marzylo moze byc jak obuch w glowe. owszem! jednak te marzenia pewnie nie byly wystarczajaco wazne? zycie podsunelo inne rozwiazania? bardziej realne? piekniejsze? wazniejsze? zycze ci motywujacej refleksji, lekkiej korektury i ponownego polubienia twojego pieknego zycia:-)

  • agalusz

    A ja myślę, że jesteśmy w życiu tam, gdzie zaprowadziły nas nasze wybory. Tyle, że część z nich była całkowicie nieświadoma, a część podejmowana co prawda świadomie, ale na podstawie nieuświadomionych motywów. Dlatego zdarza się nam budzić w miejscu, do którego wcale nie chcieliśmy dojść. Takie przebudzenie jest bardzo cenne - daje szansę na wyjście ze schematów i zbudowanie własnej drogi. Fiono, trzymam mocno kciuki za Ciebie i Twoją rodzinę. I tańcz, tańcz, tańcz :)

  • Gość: [psi_kus] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Odkładałam przeczytanie tego wpisu, bo czasu nie było.
    I teraz tylko brzydkie słowo ciśnie mi się na usta.
    O kufer, Fiona, i Ty mi mówisz, że to naokoło to jest obrąbek garnka, a nie krawędź nieba?!! Wszyscy mowili, że to niebo jest!

  • aga707memnon

    Potwierdziłaś swoimi słowami to, co we mnie od jakiegoś czasu. Też jestem żoną i mamą-dwaj wymagający, mali chłopcy. Mnie nie ma, albo jestem w nagłych i krótkich chwilach. Tylko brak mi sił i parcia by to zmienić. Zawsze wygrywa powinność. Czy to już zawsze tak będzie?
    Pozdrawiam i do kolejnego poczytania.

  • whywomen

    i jak przemyślenia?
    Wiesz, tak tylko wspomnę, że bywają w życiu rodzinnym różnie lata.
    I może tak być, że kilka lat poświęca się na rzeczy, które nie pozostawiają już zbyt wiele miejsca na to, za czym się tęskni.
    Chyba, że się mylę..
    Co tu zaglądam to mnie ściska. trzymaj się.

  • listek_a

    Wszystkiego najlepszego w kolejnym roku. Żebyś czasami mogła wrócić do tego co stare i dobre, znowu odświeżone :)
    Podpisano
    Matka Trójki, które kocha, ale czasami też chciałaby odmiany

  • Gość: [ja] 217.33.154.*

    Mamy nadzieję, że u Ciebie wszystko OK!

Dodaj komentarz

© Wylęgarnia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci