Menu

Wylęgarnia

Metamorfoza matki w człowieka. Wciąż w toku.

Królestwo za dobre słowo

fiona_apple

Wizyta pediatryczna z Bo. Sprawdzanie, oglądanie, mierzenie, ważenie, ocenianie, rozmawianie.

A na koniec, tuż przed pożegnalnym uściskiem dłoni:

- Muszę to pani powiedzieć – widać, że spędza pani dużo czasu z synem. Świadomie spędza. Dużo z nim rozmawia. I śpiewa też pewnie. Śpiewa mu pani? Tak? To widać. Kiedy się pani odezwie, on od razu szuka kontaktu wzrokowego z panią. I jak się uspokaja, kiedy pani mówi… Tak w ogóle to bardzo dobrze, że pani mówi do niego tak po dorosłemu, bez żadnego siu-siu siu-siu. Rewelacyjnie. Proszę tak robić dalej, a on na pewno się będzie wciąż świetnie rozwijał. I cały czas będziecie mieć taki dobry kontakt jak teraz. Zawsze się cieszę, jak widzę takie zaangażowane matki. No a jaki śliczny jest przy tym wszystkim... eee, gdzie to było… Borys. Borysku, piękny jesteś. Ale to widać przecież.

Wyszłam z gabinetu dumna jak paw.

Dobry kontakt… Świadomie spędzany czas… Zaangażowana matka…

Szłam kilka centymetrów ponad chodnikiem.

W domu, kiedy wciąż trawiłam ten niewątpliwy komplement, jaki kopnął mnie w gabinecie pediatrycznym, przypomniałam sobie,  że podobnie poczułam się po wiosennej wizycie mojej Siostry zeszłego roku. Sis zadzwoniła wtedy i powiedziała mi, że poobserwowała nas trochę i bardzo jej się podobało, że rozmawiamy z Filipem. Nie że mówimy do niego – że rozmawiamy.

Każdy rodzic spotyka wciąż osoby, które chętnie wyliczą, co robimy źle – krytykują otwarcie albo w postaci złotych rad, co to byśmy chętnie im kazali wsadzić sobie w dupsko. Księgarniane półki uginają się od poradników – jak wychowywać lepiej, uczyć skuteczniej usypiać, bardziej efektywnie spędzać wspólny czas.

A najczęściej potrzeba nam prostego poklepania po ramieniu. Już jest dobrze. Teraz. Tutaj. Dajesz radę. Dziecko się rozwija. Kocha cię najbardziej na świecie. Rozmawiacie. Staracie się. Keep it up!

Takie słowa są bezcenne. Sis nie musiała, pediatra tym bardziej. Lekarka mogła się skupić na tym, że Borys jest zdrowy jak rydz, a Siostra pośmiać, że Filippo zajeździ swoją energią nawet najbardziej wytrwałych. Ale powiedziały mi, że coś ROBIĘ dobrze. Że to widać. Że zaprocentuje.

Chociaż nie wiem, może tylko ja tak mam? Że spijam takie komplementy z wylewnych ust jak boski nektar?

Wszystko przez to, że wciąż zbyt dobrze pamiętam październik 2009.

Filippo miał wtedy trzy i pół tygodnia. Do Holandii przyjechali odwiedzić wnuka najpierw rodzice Miśka, a potem moja Mama. My byliśmy niezwykle dumni z siebie – w końcu przez ten czas zdołaliśmy dzieciaka nie zepsuć! Witaliśmy gości rozentuzjazmowani jak szczenięta.

A potem przez półtora tygodnia nie usłyszeliśmy NIC pozytywnego na temat naszego rodzicielstwa. Wielkie NIC. Filip piękny, oczywiście. A my? Źle ubieramy, źle kąpiemy, źle pierzemy, źle usypiamy, źle trzymamy, ja dziwnie jakoś tak karmię, a na dodatek jem zupełnie nieodpowiednio jak na matkę karmicielkę, w domu za zimno, dziecko się zaraz przeziębi i na pewno dostanie ciężkiej infekcji uszu od tej wody, co Miśku mu nalał do ucha w czasie wieczornego mycia. I tak codziennie. Wrogowi nie życzę.

Odchorowałam to. I wciąż siedzi we mnie żal za zepsucie mi na te półtora tygodnia radości ze świeżego, a przez to i bardzo wrażliwego, doświadczenia macierzyństwa.

Dlatego muszę pamiętać, żeby mówić, mówić, mówić. Jak tylko jakaś matka mnie zainspiruje – powiedzieć. Kiedy podsłucham fajną rozmowę z dzieckiem – powiedzieć. Jeśli zaobserwuję mądre rozwiązanie konfliktu – powiedzieć. Jak daje sobie radę tak, że mnie dech zapiera – powiedzieć. Powiedzieć, że ROBI coś dobrze. A nie tylko ciągle, że Hela taka już duża, Staś to niezwykle przystojny młody człowiek, a Lidka rewelacyjnie gada jak na dwulatkę.

Słowa nie tylko odbierają siłę, ale też potrafią jej dużo dawać. Ja chcę być tą, która siłę daje.

Komentarze (14)

Dodaj komentarz
  • kobietapracuyaca

    Juz od jakiegos (dluzszego) czasu Cie regularnie czytam i podziwiam styl i poczucie humoru. I swietne zdjecia tez. A dzisiaj mnie sprowokowalas do komentowania bo sobie przypomnialam nasze 6 tygodni po porodzie Malej, kiedy to tesciowa nas odwiedzila i tez ani razu nie uslyszelismy nic pozytywnego na temat tego co i jak robimy. A bylo to wtedy nam bardzo potrzebne bo M nie byla latwa w obsludze... :)
    Pozdrawiam serdecznie z Toronto!
    A trafilam albo od zebry zwanej kiedys atsanikiem albo od Anety albo z Windy City, albo moze od Tranikowej? Kto to wie, ale jakie to w sumie ma znaczenie :)

  • mdl2

    Nigdy nie zapomnę, jak moja Babka, osoba ogólnie nieskora do pochwał i raczej złośliwa, powiedziała mi, kiedy Młody miał rok: nigdy nie myślałam, że będziesz taką dobrą mamą :) W sumie możnaby długo grzebać w tym "nigdy nie myślałam", ale druga część zdania była ważniejsza :)
    A co do rozmawiania z maluchem - im starsze mam dzieci tym bardziej się przekonuję, że to jest w sumie jedyna naprawdę istotna część tego całego procesu. Jak karmisz, jak myjesz, jak trzymasz, jak kąpiesz, jak ubierasz, jak usypiasz, to w ogóle nie ma prawie żadnego przełożenia na "jakość" późniejszego nastolatka. A kontakt i rozmowa - mają.

  • liwne

    Fiono, to że masz świetny kontakt z synkami z czegoś wynika, prawda :) i to, że masz tylu czytelników też :) fajnie wiedzieć, że się robi "dobrze", ale fajnie też usłyszeć to od kogoś trzeciego.
    Cóż, ja jak gadam po dorosłemu na spacerach do synka, to na ogół spotykam się z dziwnymi uśmiechami. Pal licho plac zabaw, bo tam mamy/babcie/opiekunki mówią coś do dzieci, a na zakupach? wybierając sidolux do mycia podłogi?! po co to gadać dzieciakowi co się wybiera i kupuje :)
    a ta uwaga o krytyce - bardzo cenna. Co takiego jest w poprzednim pokoleniu, że to niby wie lepiej? Na szczęście moja teściowa po prostu nie komentuje, nie mówi nic - ani chwali, ani gani. Za to powszechna krytyka np. z powodu dłuuugiego karmienia piersią wyłazi z mojej rodziny... A prawda jest taka, że jakkolwiek nie jesteśmy asertywne, pierwsze tygodnie szczególnie z pierwszym dzieckiem są trudne i to jest czas kiedy naprawdę potrzebujemy słów - dobrze robisz; jak fajnie się zajmujesz maluchem; albo - cokolwiek nie zrobisz, będzie dobrze, to Twoje dziecko i będziesz dla niego teraz drogowskazem...

  • Gość: [agra1] *.warszawa.mm.pl

    Przeczytałam Twój j wpis i jakoś mi się głupio zrobiło. Bo tak się zaczęłam zastanawiać, jak często JA mówię takie dobre rzeczy KOMUŚ.
    Owszem, z wielką przyjemnością słucham sama takich słów. Zwłaszcza od moich rodziców słyszę ich dużo, ale nie tylko od nich. A czy umiem podać je dalej?
    Dziękuję Ci za pokazanie tego na tacy - postaram sie poprawić.

    A co do Twoich relacji z chłopakami - są takie, na jakie zapracowałaś, jak zawsze. Jak byliśmy "w lasiu" to widziałam, jak rozmawiasz z Filipem, czytasz mu - jesteście razem. Nie obok siebie, tylko razem. I to procentuje. O ciapcioleniu do dzieci też kiedyś rozmawiałyśmy - dzieci są inteligentne i nie ma powodu, żeby je traktować jak kretynów. Można z nimi rozmawiać na bardzo dziwne tematy, oczywiście, żę sporo zapomną. Ale wiele osób sie potem dziwi, ile jednak zapamiętały. Układają sobie świat po kawałku - i w ten sposób jest im łatwiej, bo nie muszą porządkować wielu rzeczy naraz. Do tego co je zainteresowało - wrócą. A Ty dołożysz kolejny klocek do układanki. I będziesz słuchać zachwytów - zasłużonych - jaki to inteligentny, bystry osobnik.

    Tą metodą z Pytonem od trzech lat omawiamy sobie kwestie rozmnażania człowieka - tu zdanie, tam zdanie, na spokojnie, bez pośpiechu. Ale dzięki temu już mogłam gdzieś tam przemycić pierwsze jaskółki dotyczące odpowiedzialnego seksu - gdy ma sześć lat, a nie jak będzie za późno...

    A co do poradników... Inteligentna jesteś, Misiek też (w końcu po kimś chłopaki to mają) - proponuję (zważ, że proponuję, a nie polecam ;) machnąć na nie ręką i jechać na instynkcie i Waszej znajomości Waszych dzieci. Bo w końcu kto, jeśli nie Wy, może być ekspertem od Filipa i Bo?

  • maya.d

    :) I dobrze, że byłaś dumna, masz z czego :)
    Nie każdemu się udaje (i chce) nawiązywać kontakt z bobasem...

  • kroli2

    To fantastyczne postanowienie, zwłaszcza, że wiesz, że dobre słowo potrafi uskrzydlić, dodać pewności i utwierdzić Cię że to o robisz jest naprawdę dobre. Swoją drogą rzadko zdarza się lekarz, który tak po prostu pochwali i zwróci uwagę na rodzica. Teraz już masz większe doświadczenie po Filipie, ale jako mama pierwszego dziecka nie masz pewności czy obrana droga jest dobra. Oby więcej chwalących i zauważających na Twojej drodze!

  • Gość: [Marta] *.dynamic.chello.pl

    Aż mi się płakać zachciało. Zwłaszcza, że moja Melka jest moją pierwszą córą, młodszą od Bo o 6 dni :)
    p.s. Oczywiście zachciało mi się płakać dlatego, że to co napisałaś jest takie zwyczajnie miłe. Niby nic wielkiego, pochwalić kogoś, ale to daje tak dużego powera, że ma się wrażenie, że góry można przenosić.

  • zatroskanakobieta

    O to to to! Ja bardzo lubię dawać informację zwrotną jak mi się coś podoba. I robię to bardzo często. Mówić, mówić! Tylko czasem się krępuję.

  • fiona_apple

    Jakby ktoś nie był pewien, co autor(ka) miał(a) na myśli - chodzi o głoszenie dobrej nowiny. Znaczy się Fiona kaznodzieją została. Kaznodziejką? ;)

    @ kobietapracuyaca - Witam na blogu! A dokładniej cieszę się, że się ujawniłaś. I jakoś mnie nie dziwi, że przyszłaś tu od Atsanik, Ani albo Tranikowej. Zza Wielkiej Wody tak najłatwiej do mnie trafić. :)
    @ mdl2 - To nawet w pewien sposób zabawne jest - tak się trzęsięmy nad pierwszymi kupami, nad kąpielami, karmieniem niemowlaka, kiedy to tak naprawdę nie ma większego znaczenia dla przyszłości. Choć może aktywistki laktacyjne by się tutaj z Tobą nie zgodziły. ;)
    @ liwne - Sidolux ważna rzecz. Zwłaszcza synom należy od małego zaszczepić miłość do mycia podłogi. :D
    @ agra1 - I właśnie o TO chodziło - żeby przypomnieć, że to my właśnie możemy dawać siłę innym matkom chwaląc je właśnie. To do nas wróci, bo dobra karma zawsze wraca.
    @ maya.d - Dumna jestem niesłychanie. Do tej pory.
    @ kroli2 - Też mnie lekarka zaskoczyła. Ale jak dla mnie takie niespodzianki mogą się zdarzać codziennie.
    @ Marta - Taki paradoks - jedna z najłatwiejszych rzeczy na świecie, a dlaczego tak rzadko to robimy?
    @ zatroskanakobieta - A co Cię krępuje? Ciekawa jestem.

  • konishiko

    Bardzo madry wpis. Przyjrzalam sie krytycznie sobie i swoim konwersacjom ze znajomymi matkami i widze, ze za malo dobrej nowiny glosze i wspieram, postaram sie to zmienic! Rzeczywiscie zazwyczaj mowi sie "o, jaki fajny dzieciak", a przeciez sam sie taki fajny nigdy nie uchowal, czyjas to zasluga :)

    Tym bardziej poczulam, ze jestem reszcie macierzynskiego swiata to winna, ze sama bylam karmiona pochwalami prawie od samego poczatku - tez przyjechala do mnie tesciowa kiedy Edek mial 3 tygodnie, ale musiala Twoj przekaz znac wczesniej i krytyke ograniczyla do minimum, natomiast pochwalami zasypala mnie od razu (co ciekawe, swojego syna jakby mniej :P). Dopiero teraz zdaje sobie sprawe, jaka mam cudowna tesciowa :D

  • latajacamysz

    dziekuje ci za ten wpis. Ujelas bardzo trafnie to co czuje i mysle! bedzie sie noslo dalej

  • whywomen

    To bardzo ważny wpis. Fajnie, że jest teraz coraz więcej świadomych, mądrych rodziców tak jak Ty. No i fantastycznie, że się tym dzielisz.
    Słowa mają ogromną moc. Święta prawda.
    I znów strasznie mi przykro za każdym razem jak się okazuje, że nie potrafię rozmawiać z bliskimi (albo oni ze mną:-)

  • resvaria.net

    Ehm... też się podpisuję pod tym tekstem. Jak pisała Kobietapracująca, moja mama była u nas po tym jak się urodziła Mała. Przeszedłem duży wstrząs, bo wydawało mi się, że znam swoja rodzicielkę. Mamy dobre układy, choć jako nauczycielka ma zapędy apodyktyczne z którymi walczę na bieżąco. Podczas tamtej wizyty wydawało mi się, że mam przed sobą obcego człowieka, nie dało się z nią normalnie porozmawiać. O dobrym słowie zapomnij, cieszyłem się kiedy nie miała pretensji. Od tamtego czasu prowadzimy "pracę u podstaw" nad komunikacją i przekazem.
    PS. Świetny blog!

  • fiona_apple

    @ resvaria.net - Cieszę się bardzo, że napisałam szczerze o tym, że wciąż siedzi we mnie ten żal. I jak to sobie przeczytałam potem kilka razy, stwierdziłam, że to wspomnienie nigdy piękne nie będzie, ale it's time to move on. Muszę odpuścić. PS. Dzięki za miły komplement!

Dodaj komentarz

© Wylęgarnia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci