Menu

Wylęgarnia

Metamorfoza matki w człowieka. Wciąż w toku.

Łzawy telewizyjny dramat rodzinny klasy C

fiona_apple

Człowiek uczy się całe życie. Ja w zeszłym tygodniu uczyłam się, czym jest praca w domu.

Dowiedziałam się, że jest to bardziej w domu niż praca, szczególnie, jeśli Gadzielec nie śpi. Przekonałam się, że rozmawianie topless z niczego nie podejrzewającym Hindusem może być zabawne (czemu zadzwonił, kiedy właśnie wychodziłam spod prysznica, czemu?). Nauczyłam się odpisywać na nie cierpiące zwłoki maile nosem, jednocześnie przewijając Młodego na kolanach.

W czwartek miałam napisać super zabawną notkę na tenże właśnie temat i pochwalić się planami weekendowymi (babcia przejmuje dziecko, rodzice idą do kina i na kolację do knajpy - yay!). Ale oczywiście los zadrwił sobie ze mnie i z mojego życia uczynił kiepski dramat rodem z Hallmarku. Tylko dlaczego musiał mieszać w to Filipa?

W nocy ze środy na czwartek płuca Filipa zagrały koncert na sto fajerek i stwierdziliśmy, że syrop wykrztuśny i siedzenie w domu sprawy nie załatwią. W czwartkowy wieczór Miśku zabrał Młodego do lekarza i wrócił z niezbyt pozytywnie rokującą diagnozą - COŚ na oskrzelach. Chyba jeszcze nie zapalenie, ale definitywnie COŚ.

Antybiotyk, oklepywanie, fridowanie, witaminy i inhalacje wodą z solą. I uważać na dziecko, bo może się z tego rozwinąć zapalenie płuc.

Haha, pomyślałam, inhalacje. Takie tradycyjne? Haha. Filippo i gorąca woda to nie jest para, która będzie żyła długo i szczęśliwie.

I dlaczego nic nie powiedziałam na głos? Dlaczego?

Musiałam jeszcze wysłać jedną ważną wiadomość do pracy. Bardzo ważną. Musiałam przycisnąć jednego takiego o informacje. Naprawdę nie mogłam czekać.

- Miśku, poczekaj. Daj mi kwadrans. Ja w tym czasie pokończę wszystko i potem zrobię antybiotyk. Parę minut nie zrobi różnicy.

Muszę przyznać, że scenarzysta hallmarkowego dramatu nieźle się spisał. Napisałam najważniejszą wiadomość, kliknęłam WYŚLIJ i...

I wtedy usłyszałam krzyk.

Zobaczyłam Miśka z Filipem na rękach. Przez dobrych parę chwil nie mogłam zrozumieć, co się w ogóle stało. Byłam tak pogrążona w kończeniu zadań do roboty, że nie zauważyłam... Nic nie widziałam... Bo gdybym tylko kątem oka dostrzegła, od razu wystrzeliłabym zza monitora, żeby strzelić w makówkę komu trzeba...

Miśku nalał gorącej wody z solą do miski i chciał zrobić Filipowi inhalację. Stwierdził, że jeśli będzie go trzymał jak samolot (WTF???), nie będzie zagrożenia. Pomylił się. Młody wyrywał się jak śledź i zahaczył nosem o krawędź miski. Woda zachlubotała i Filippo oparzył sobie twarz.

Reszta wieczoru to gonitwa. Na Litewskiej przyjęli nas w sekundę. Ja nie wiedziałam nawet, gdzie mieszkam - kod pocztowy podawałam trzy razy. Chirurg dyżurny stwierdził, że to nic głębokiego, ale jednak twarz, więc dawaj - do Szpitala Bielańskiego na oddział chirurgii dziecięcej.

Tam popatrzyli na Filipa, posłuchali jego kaszlu, którym dzielił się sowicie i stwierdzili, że trzeba go zatrzymać na obserwacji. Kiedy wynieśli mi dziecko z zabiegowego w bidulkowej szpitalnej pidżamce w zwierzątka nieokreślonego szaro-burego koloru i z opatrunkiem na całą twarz, nogi się pode mną ugięły.

Państwowej służby zdrowia nie muszę chyba opisywać - tyle jej oblicz, co obrazów w kalejdoskopie. Wieczorem bardzo miła, wyrozumiała i ciepła lekarka. Rano zero informacji, zimna suka oglądająca Młodego i delikatnie mówiąc oryginalne pomysły pielęgniarek (np. mycie twarzy dziecka wodą z mydłem w taki sposób, że piana wciąż wpadała mu do oczu i wyciąganie wenflonu w czasie drzemki). Na szczęście wyszliśmy już następnego dnia.

Dziś mijają cztery doby po oparzeniu. Cztery doby łez, martwienia się i trzymania kciuków. Przede wszystkim za twarz bez blizn, bo ból i szpitalne doświadczenia pójdą w niepamięć. Na szczęście rzeczywiście wszystko wygląda dobrze - twarz szybko się goi. Woda odstała chwilę po zagotowaniu, zanim została użyta. To nas uratowało.

Ja nigdy wcześniej nie cieszyłam się tak bardzo, że farbuję włosy. Ile mam siwych pod warstwą farby wolę nawet nie wiedzieć. A Miśku? Nie osiwiał. Ale osowiał. Wyrzuca sobie upór i głupią impulsywną decyzję.

Ostatnie cztery doby to dla mnie poszukiwanie w sobie miłości, która pozwoliłaby wesprzeć Misiesława, podtrzymać go na duchu i zwalczyłaby chęć wydrapania mu oczu, krzycząc TO WSZYSTKO TWOJA WINA!!!

Czy mam do tego prawo? Bo momentami chcę go wystawić w centrum Warszawy przed żądny krwi tłum. A potem myślę, że jeśli mamy razem żyć, palec wskazujący powinien zostać w kieszeni

Natomiast dziś po wizycie u pediatry (COŚ wciąż grasuje po oskrzelach) powiedziałam mu twardo, że następnym razem nie zacisnę zębów słysząc, że ROBILIŚMY inhalację. To ON ROBIŁ. Tym się dzielić nie będziemy.

Mam nadzieję, że nasz hallmarkowy dramat zmierza ku końcowi. I choć wolałabym nie doświadczać w życiu scenariuszy wyciskaczy łez, w tym momencie cieszę się, że jestem bohaterką filmu familijnego. Bo na Hallmarku nawet największy gniot kończy się happy endem.

Komentarze (36)

Dodaj komentarz
  • latajacamysz

    Współczuję upiornego weekendu! Znamy Bielański z autopsji... I pediatrię i izbę przyjęć, ale takiego horroru żaden z chłopaków mi nie zafundował. Trzymajcie się i nie zagryź męża w nocy... choć to na pewno trudne!

  • aniabuzuk

    Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Trudno trzymac nerwy na wodzy. Na pocieszenie powiem, ze moj brat wylal sobie na brzuch szklanke goracej wody (takiej od razu po zagotowaniu), jak mial 2 albo 3 lata i nie ma zadnego sladu po oparzeniach, wiec Filipowi nos sie tez pewnie pieknie zagoi.

  • matyldazhouston

    Wspolczuje wszystkiego. Trzymam kciuki za rekonwalescencje zarowno fizyczna jak i psychiczna.

  • vereenka

    Współczuję i trzymam kciuki. Inhalacje prawdopodobnie mialy byc na zimno, inhalatorem kropelkowym. Choc my robilismy i takie tradycyjne, tylko w tym celu zaopatrzylismy sie w maly namiot-zabawke. Wstawialam do srodka parujaca miske, wchodzilam z dzieckiem i zestawem ksiazeczek i inhalowalysmy sie obie ;) Banki (bezogniowe) tez sa dobre, bo bezurazowe. Ostatnio ochronily nas przed antybiotykiem.

  • anetacuse

    Bardzo, bardzo współczuję wszystkim zainteresowanym.

  • yena1

    takich przygod nie mielismy ale ostatnio pod opieka taty moja cora wsadzila sobie koralik do nosa. odsylali nas z trzech szpitali pod roznymi pretekstami, z Bielanskiego takze, ponoc nie mieli sprzetu zeby go wyjac. dobrze, ze Wasze przygory sie dobrze skonczyly. niech psychika tez szybko wraca do normy

  • gang.stokrotek

    nawet nie przeczytałam do końca - od piątku do wczoraj byliśmy z Żabą w szpitalu, powód - poparzenie gorącą wodą po inhalacji
    na razie nie mam siły żeby to opisać:((

  • Gość: [ĆWIRKI] *.ssp.dialog.net.pl

    Bardzo Wam współczuję takiego doświadczenia... nie szukajcie winnych. To się po prostu stało i już. Wszystko dzieje się po coś a Filippo na pewno szybko się wyliże. Trzymam za Was kciuki.

  • agra1

    No to faktycznie macie rozrywkowo.
    Ale rozpammiętywanie nie pomoże ani wam, ani Filipowi. Jak usłyszysz znowu "robiliśmy inhalacje" to może spróbuj pomysleć, czy Misiesławowi nie chodzi o to, zę wspólnie z Filipem je robili? NIe z tobą?

    Przytulam mocno, Filippo jest twardy zawodnik i sie nie da.
    Jak sie wygrzebiecie, to może weźmiemy młodzież do MammaMia? Poplotkujemy sobie, poklniemy na cholerny poczatek roku i bedzie lżej. co Ty na to?

  • Gość: [supermenka] 83.2.104.*

    Fiona bardzo współczuję
    Bardzo bardzo
    Wiem jak to jest
    Mój pierworodny jak był w wieku Filipa poparzył się - wprawdzie nie twarz, ale głębokie, poważne poparzenie - przeszczep skóry, dwa tygodnie w szpitalu
    I to ja byłam winna
    Od tego momentu mineły ponad 4 lata, Młody jest zdrowy, blizna będzie do końca życia na szczęście w mało widocznym miejscu
    Ale tego poczucia winy Twój Misku nie zgubi nigdy przenigdy. Nawet teraz po latach opisując to co przeżyliśmy moczą mi się oczy
    Trzymajcie się! Kciuki za Filipową facjatkę i za Was żebyście wybrnęli z tego bez szwanku

  • teraz_asia

    O rany, biedny Filippo!
    Przerabiałam Bielański z malutkim Miśkiem, który postanowił przeżuć kawałek elastycznego plastiku i zaczął rzygac krwią. Wspominam fatalnie, absolutnie fatalnie, i więcej moja noga w tym szpitalu nie postała (pomysł, żeby rocznego malucha wziąc na serię badań i pobierania krwi w ciągu 20 minut nieobecności matki wciąż doprowadza mnie do szału!).
    Mam nadzieję, że Filip wyjdzie z tego bez szwanku, w sumie na takich małych dzieciach wszystko się goi jak na szczeniaku...I współczuję koszmarnego weekendu, naprawdę...

  • mikanm

    Matkobosko! Zszokowało mnie!

    Ale wiesz, wszyscy przez to przechodzimy. Pamietam mój mądry pomysł podania syropu wyjącemu Matowi - taaaaa, już wiecej tego nie zrobię.

    Pozostaje mi tylko współczuć. I cieszę się, że wszystko dobrze sie skończyło. I oby już nigdy wiecej.

  • tranikowa

    o rany. teraz juz wiem jaka to woda. wspolczuje i tobie i gangowi. i twojemu mezowi. mam nadzieje, ze wszystko sie szybko zagoi.

  • Gość: [SoShy_85] *.79-161-92.customer.lyse.net

    Aż mi łezki poleciały,biedne dziecko,trzymajcie się dacie radę :)

  • Gość: [kacha] *.internetdsl.tpnet.pl

    To trzymajcie się ciepło i powodzenia wam życzę. Mam nadzieję i trzymam kciuki by nie pozostały na Filipa buziaku żadne ślady po "niefortunnej przygodzie".

  • Gość: [Mama Roberta] *.adsl.inetia.pl

    oj, aż mnie ciarki przechodzą, mam nadzieję, że mały dojdzie do siebie szybko, współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia fizycznego Filipkowi i psychicznego rodzicom
    p.s. gdybyś miała zamiar zrobić coś mężowi, to daj znać kiedyś, bo ja mam ochotę zrobić coś mojemu, więc pójdziemy razem siedzieć, będzie raźniej!!!

  • mcbet

    Co się stało, to się nie odstanie - jak mawiała moja babcia. Choć pewnie ja bym naskoczył na żonę tak, że zrobiłbym jej tamtego dnia Hiroszimę i Nagasaki. I wytykałbym jej to jeszcze wiele razy później.
    Na szczęście - jak piszesz - nie jest źle, goi się dobrze. Trzymam więc kciuki. Dzieci mają tak, że potrafią się fantastycznie regenerować.
    Będzie dobrze

  • agalusz

    Fiono, szczerze współczuję. Trzymam kciuki za małego - wbrew pozorom twarz jest lepszym miejscem do poparzeń niż np. plecy, bo lepiej się goi. Moja półtoraroczna bratanica wylała na siebie w zeszłym roku szklankę gorącej kawy (poparzyła twarz i klatkę piersiową). Wyglądała strasznie - spuchnięta, z niewidocznym okiem, itp. Dziś po oparzeniu nie ma śladu, trzeba tylko uważać, by nie wystawiała jeszcze buzi na słońce.
    A co do Twojego męża - podejrzewam, że sama byłabym w takiej sytuacji wściekła, ale ... mam świadomość, że sama też mogę się pomylić, zrobić coś nie tak, nie dopilnować, więc nie warto pielęgnować wściekłości, choćby z egoizmu, bo kiedyś sama mogę potrzebować zrozumienia i współczucia po nieprzemyślanym działaniu... ODPUKAĆ...
    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  • Gość: [Alexxela78] 166.137.8.*

    Czytalam z sercem w gardle. Wspolczuje przezyc nie do pozazdroszczenia, ale najwazniesze ze poszkodowany czuje sie lepiej w oparzeniowym temacie. Zycze zdrowka dla Filipa i dla meza poklepania po plecach. Zdarza sie, nawet tym najostrozniejszym rodzicom, wiem jak sie czuje, ta mysl 'co by bylo' pozostaje z nami. Bedzie dobrze. Pozdrawiam Was serdecznie!

  • evelio-ciezarowka

    Biedny Filipo! nie dość, że chory to jeszcze tatuś zafundował mu "atrakcje"...młody będzie miał inhalacyjną traumę! A Ciebie podziwiam, że tak umiejętnie potraktowałaś męża, bo w takich warunkach znaleźć w sobie zrozumienie to wielka sztuka!

  • Gość: [Anna] *.nat.umts.dynamic.eranet.pl

    Filipciu Kochany trzymaj się mocno...
    Wy też musicie jakoś RAZEM przez to przejść...niestety, wypadki z udziałem małych dzieci zdarzały się i zdarzać się będą - czasem można krzywdę zrobić dziecku trzymając je za rękę..(pisałam o wyrwaniu łokcia z panewki mojego syna - moaja wina:( przytrzasnęłam też palce drzwiami od samochodu... - moja wina....:( Mojego syna niedawno pies podrapał po twarzy - jest blizna na policzku, mały był pod opieką cioci - nie mam pretensji - młody złapał w ułamku sekundy psa za brzuch - pies się wyrywał i go podrapał - wypadek...
    Najlepiej, żeby ich nie było, ale pewnych rzeczy nie da się przewidzieć...
    Najważniejsze, żeby Filip szybko zapomniał i blizna się zagoiła.
    Bardzo współczuję Twojemu mężowi, bo nie dość że widzi jak cierpi jego syn, to ma jeszcze świadomość, że to on ...Smutek, żal, wkurwienie na siebie pewnie sięgają zenitu...
    Trzymajcie się...jakoś...
    Dziwi mnie tylko jedno - te inhalacje...mój syn pierwszy raz zachorował w wieku 2 lat na zapalenie oskrzeli (wcześniej tylko jakieś przeziębienia się zdarzały) i lek.zapisała leki do nebulizacji - super rozwiązanie-nebulizator jest prosty w obsłudze, bezpieczny, można kupić ze specjalną maską dla dzieci....polecam

  • lylowa

    malina ma taki instrument: http://www.pari.de/index.php?eID=tx_cms_showpic&file=fileadmin%2Fuser_upload%2FPARI.de%2FProdukte%2F028G1000_PARI_SINUS%2F028G1000-PARI-SINUS.png&width=500&height=500&md5=3c9c5c09c4350589e9cd680a5023124e&contentHash=fad5f0f7ebe6d27834cc31656215eeb9

    polecam, bo zadne male dziecko nie wytrzyma przy wrzatku a jak wytrzyma to mu naczynka popekaja. malina przeszla trzy powazne zapalenia pluc, wei troche powalczylismy, ale tez przy normalnym bronchitis taki instrument pomaga oddychac.

    mam nadziej, ze zrowiejecie. powodzenia.

  • czula_b

    o rany, Filippo nie dawaj się! kciuki 3mane!

  • fiona_apple

    Dzięki bardzo za wsparcie i słowa otuchy. Na początku mam bardzo dobre wiadomości: Dziś Miśku był z Małym w szpitalu na kontroli i wszystko wygląda bardzo dobrze. Tak dobrze, że mamy się pokazać dopiero za TRZY (słownie T-R-Z-Y) tygodnie. Yay! Yay! Yay! Opuchlina zeszła już prawie cała, naskórek przestaje się łuszczyć, zaczerwienienie blednie. Smarujemy oczywiście wciąż na tłusto, ale wygląda na to, że twarz pozostanie gładka. Czeka nas jedynie unikanie słońca w sezonie ciepłym. Ale poczekajmy, nie zapeszam...

    Lekarce musiało chodzić o tradycyjne inhalacje, bo mówiła o inhalowaniu dziecka wodą z solą. Co oczywiście jest kretyńskim pomysłem, a już szczególnie, jak się widzi energię roznoszącą takie dziecko jak moje. Teraz już mamy nebulizator, który, nota bene, dostaliśmy od znajomej aptekarki mojej Mamy. Kobieta nie chciała za niego ani grosza, a urządzenie kosztuje ponad dwie i pół stówy. Usłyszeliśmy tylko, że mamy nie jęczeć, bo to prezent dla Młodego.

    To jeden z przykładów dobroci serca, której doświadczyliśmy w ostatnich dniach. Było też niestety odwrotnie i tu nie mam na myśli jedynie przedstawicieli polskiej służby zdrowia. Miśkowi jako żołnierzowi nie przysługuje urlop na dziecko. Wystąpił więc do dowódcy z prośbą o urlop okolicznościowy (decyzja o nim leży w gestii szefa) przedstawiając naszą sytuację. Nie dostał. Dlaczego? Bo nie. Poparzone dziecko to najwidoczniej nie jest wystarczająco dobry powód.

    Ale może to wszystko rzeczywiście ma jakiś głębszy sens, jak napisała Mama Ćwirka?

    Na Miśka się już prawie nie złoszczę. On się gryzie wystarczająco sam. Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak to się stało. Miśku jest mega-rozsądny, wszystko pięćset razy przemyśli, zanim zadziała. A tu się okazuje, że nawet on czasami daje ostro dupy.

    @ gang.stokrotek Napisałam do Ciebie na Fejsbuku. Nie wiem, jak często tam zaglądasz.

    @ agra1 Yes! Yes! Yes! MammaMia, Kalimba Kofifi, Kredkafe whatever. Ale spotkać się musimy.

    @ mcbet Życzę Ci z całego serca, żebyś nigdy nie sprawdził, jak zareagowałbyś w podobnej sytuacji. Z tego doświadczenia wiem, że zaraz po zdarzeniu na Hiroszimę i Nagasaki nie ma czasu i miejsca. Jest jedynie tryb ACTION i pomoc dziecku. Za to potem... Jak dziecko wydobrzeje, albo śpi... Wtedy właśnie bomba atomowa dojrzewa do zrzucenia na winowajcę.

    Bosz, jak czytam te wszystkie traumatyczne historie to dochodzę do wniosku, że bez swojej działki siwych włosów nie można wychować dziecka. Farbujmy się więc ochoczo, żeby przynajmniej nie było nic widać. :D

    No i witam nowo komentujących na blogu! Agalusz, czula_b rozwijam czerwony dywan

    PS. Przypomniało mi się jeszcze, że dziś jedna cudowna dusza napisała mi na Freakbooku: Ty to jesteś taka silna! Czy ktoś tu jeszcze tak myśli? Kochane, it's all about appearances. Ja jestem mieszanką twardego i miętkiego. A dokładniej, mięciutkim, wrażliwym środkiem otoczonym pancerzem poczucia humoru i dystansu do siebie.

  • arvata

    współczuję...
    wiadomo że wypadków się nie uniknie, ale jak sie zdarzą to i tak człowiek ma w głowie tysiąc "dlaczego tak zrobiłem"
    fajnie że wszystko się ładnie goi, byle tak dalej...

  • maya.d

    No trochę z opóźnieniem piszę, ale przyjmij i moje wsparcie! Dobrze, że się goi. Trzymajcie się!

  • Gość: [zuaninia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Trzymam kciuki za Wasze dochodzenie do pełni sił fizycznych i psychicznych !!! Nika miała zapalenie oskrzeli dwa miesiące temu... Nasza pierwsza jej choroba... Inhalacje też były oczywiście. Wypożyczyliśmy nebulizator z apteki bo inaczej to tego sobie nie wyobrażałam. 7 miesięczna moja córa i siedzenie nad parą??? Nie, to nie zagra. A tak, super nam szło: Młoda na brzuszku harcowała a myśmy inhalowali ją prosto w nos. Polecam nebulizator! :)

  • Gość: [ajaj] *.adsl.inetia.pl

    Strasznie współczuję i życzę szybkiego powrotu do "normalności". Wypadki się zdarzają i chyba nikt nie jest im tak do końca winien. po prostu shit happens.

  • agalusz

    Hi, hi Fiono, już raz rozwijałaś dywan :) Patrz wpis z 7 grudnia. Ja się rzadko ujawniam - własnych dzieci brak, to rzadko jest powód - ale czytam Cię od początku z wielką przyjemnością. Pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki za Filipa :)

  • fiona_apple

    @ agalusz - Jak się mylić, to lepiej w tę stronę, nie? ;) Jak ktoś rzadko komentuje, to się zawsze zastanawiam - był już czy nie był? Czasami coś mi świta... A nie chciałabym nikogo z tym czerwonym dywanem pominąć. :) No a tak w ogóle to 7. grudnia było tylko Witam, dziś czerwony dywan, więc chyba to się wcale nie liczy jako dubel. :D

  • j0anna_malg0rzata

    Witaj, nie potrafię wyrazić co czułam czytając ten wpis, najpierw nic nie zrozumiałam, potem jakoś potwornie zdenerwowalam, ech... Dlatego z opóźnieniem informuje, ze trzymam kciuki prawie cały czas i cieszę się, ze idzie ku dobremu!

  • wodorka

    No tak, chwile mnie nie by?o a tu taka rozpierducha:( trzymam kciuki, dobrze bedzie! Po prostu nie ma innej opcji!

  • Gość: [Chris] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Poor baby and poor Mommy!

  • atsanik

    hej hop, podgladalam i nie pisalam, ale chyba czas sie przywitac :-) napisze tylko, ze trzymam kciuki za szybkie zagojenie. i rozumiem rowniez poczucie winy u meza, bo pare lat temu sama poparzylam kawa mojego dwuletniego siostrzenca. byl szpital i inne atrakcje, ale po poparzeniu nie ma ani sladu, choc na poczatku wygladalo strasznie. u takich maluchow skora regeneruje sie lepiej niz u takiej staruszki jak na przyklad ;-) trzymajcie sie. cala trojka!

  • fiona_apple

    UPDATE - Na twarzy NIC nie widać. To jakiś cud normalnie. A przynajmniej szczęście. Dużo, dużo, dużo szczęścia.
    @ j0anna_malg0rzata i inni - Dzięki za te kciuki. Jak widać, pomogły.
    @ wodorka - I teraz już wiesz, że chwila nieobecności może wiele znaczyć. :)
    @ Chris - And poor Daddy. Poor reckless Daddy who in the past week cried more than in all the time I had know him.
    @ atsanik - Witam na blogu! Ciekawa jestem, ilu takich ukrytych podglądaczy mnie jeszcze obserwuje. Pozdrawiam serdecznie wszystkich! :)

  • fiona_apple

    Aha, jeszcze jedno. Wczoraj Miśku pojechał do Szpitala Bielańskiego po wypis, którego nie dostaliśmy przy wyjściu, bo komputer był zepsuty. I wiecie, co się okazuje. Na wypisie stoi jak byk, że Filippo był w szpitalu trzy doby, chociaż wyszliśmy po pierwszej ciekawe... No ale kij z tym. Ni mnie to grzeje, ni mnie to ziębi. Ale jest jeszcze jedna rzecz. Otóż na wypisie są wyniki badania morfologicznego krwi. No i powiem Wam, że nie miałam pojęcia, że takowe badanie było Młodemu zrobione! Ja wiem, ze to głupie, bo się je chyba robi standardowo wszystkim przyjętym pacjentom, ale nie wiedziałam, nie pomyślałam... A nikt mnie, qrrrwa, nie raczył poinformować! Pindy musiały pobrać krew zaraz po przyjęciu, kiedy go wzięły do zabiegowego na opatrunek i nam nie pozwoliły wejść. I NIKT NAM O TYM NIE POWIEDZIAŁ. Bo po co? Po co rodzic ma wiedzieć? Myślałam, żeby napisać notkę o polskich realiach szpitalnych na oddziałach dziecięcych, ale mi się nie chce denerwować...

Dodaj komentarz

© Wylęgarnia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci