Menu

Wylęgarnia

Metamorfoza matki w człowieka. Wciąż w toku.

Era pokiereszowanego bohatera

fiona_apple

Poproszę książkę skarg i zażaleń dotyczących rozwoju dziecka! Pragnę bowiem zaprotestować!

Nie wiem, jaki kretyn to wymyślił, ale umożliwienie maluchom stawiania pierwszych kroków przed zasianiem najmniejszego chociaż ziarnka samokontroli ma skutki tragiczniejsze niż popicie słoika ogórków kiszonych zsiadłym mlekiem.

Taki na przykład Filippo, syn mój pierworodny. Nauczył się chodzić parę tygodni temu, ale szybko tę umiejętność zatracił. Chodzenie zostało zastąpione przez sport ekstremalny o wiele bardziej ekscytujący niż nudne jak flaki z olejem rozsądne przestępowanie z nogi na nogę – bieg komandosa z zapędami autodestrukcyjnymi.

Robak biega zawsze i wszędzie, od rana do wieczora. Biegnie przed siebie nie patrząc na przeszkody. Wpada na meble, zawadza o futryny i nogi stołów, potyka się o własne nogi.

Jedne siniaki zastępowane są innymi, na ścianach w domu powstają coraz to nowe otarcia i wyłomy.  Plus tych prób zrobienia sobie krzywdy w możliwie najbardziej wymyślny sposób jest taki, że Filippo rozkraczając się jak długi na podłodze robi tylko krótką pauzę (jakby sprawdzał, czy nie ma złamań, tudzież większych ubytków na ciele), wstaje, otrzepuje się lekko i wraca do przerwanego biegu.

Czasami jednak nasz komandos tak bardzo prosi się o kłopoty, że te go znajdują.

W niedzielę w warszawskich Łazienkach Robak zaliczył bliski kontakt z płytą chodnikową. Małe stópki mu się poplątały i przeorał beton nosem i górną wargą. Była krew, był krzyk, były łzy.

Żeby odreagować po całowaniu chodnika, poszliśmy do Szpilki na kawkie i zupkie. Filippo potwierdził, że ma pamięć złotej rybki i zamiast rozpamiętywać strupy pod nosem, zajął się treningiem biegowym pomiędzy gośćmi kawiarni. Potem zjadł zupkie, wymanił spienione mleko z mojego cappuccino, a na koniec zjadł na spółkę z Tatą wielki kawał ciasta kokosowego.

Do przerwanego posiłkiem biegu wrócił, kiedy na stole nie było już nic do wyżebrania. Mieliśmy już zbierać się do wyjścia, kiedy Młody teatralnie potknął się o nogę od krzesła i wyrżnął skronią o kant siedziska.

Była fontanna krwi, był niesamowity ryk, było morze łez. I była wielka pomoc innych gości oraz personelu Szpilki. W szpitalu dziecięcym na Świętokrzyskiej przyjęli nas natychmiast. Na szczęście nie trzeba było szyć.

Dziś Filip nie wygląda już jak Gołota po Tysonie, a o wypadku przypominają jedynie wciąż lekko napuchnięta warga oraz pięknie dojrzewająca śliwka pod plastrem przy oku.

Nie mam złudzeń – to dopiero początek i będzie gorzej. Nie damy rady wyprzedzić nieprzewidywalnej wyobraźni dziecka w zakresie prób dokonania znacznego uszczerbku na swoim zdrowi. Zresztą ja sama pamiętam swoje dzieciństwo – wszystkie drzewa, na które się wspięłam, skarpę, z której się kiedyś sturlałam ze znaczną prędkością, wielkie spróchniałe pnie, po których skakaliśmy... Z jednego takiego spadłam w pokrzywy wyższe od siebie. To cud, że nic sobie wtedy nie złamałam. No i była jeszcze ta rzeczka w pobliżu...

Ale to i resztę wspomnień zachowam dla siebie. Czasami zagląda tu bowiem moja Mama, która wie tylko tyle, ile powinna. I niech tak zostanie.

A oto mały Endrju dwa dni po walce z płytą chodnikową i kantem kawiarnianego krzesła:

Gołota 1

Zbliżenie na zasychające rany i rosnącą na powiecie śliwkę:

Gołota 2

Zdjęcia są słabe, ale teraz przy Biegaczu nic dobrego zrobić nie można. I tak mam szczęście, że w obu kadrach znalazła się twarz delikwenta, a nie to co zwykle: tył głowy, ucho smagane płowym włosiem, majtające odnóża albo oddalający się za zakrętem półdupek.

Komentarze (32)

Dodaj komentarz
  • aniabuzuk

    Wiem, ze powinnam wspolczuc bohaterowi i jego rodzinie (i wspolczuje), ale najpierw sie troche posmieje.

    He he he he,
    He he he he,
    Heeeee, heeeee, heeee!!!

    No pierwszorzedny opis.

  • tranikowa

    zdjecie poprosze, bo ty tylko takie ladniutkie wstawiasz ;). jak juz sie smiejemy to na calego.

  • Gość: [kasica] *.internetdsl.tpnet.pl

    ło matko i córko....

    istny horror opisałaś dość zabawnie i mimo iż skóra mi cierpła to i uśmiałam się :)

    no i już mi się tryby w mózgownicy załączają z wyobrażeniami co to będzie u mnie się działo za miesiąc czy dwa, jak Szkrab zacznie sam chodzić, a nie przy meblach czy ścianach jak robi to teraz. Może kask i ochraniacze zakupie? ;)

  • j0anna_malg0rzata

    Tak, tak, tak, podpisuje się obiema rękami! Tymek (mój pierworodny i jedyny:) również szybciutko porzucił chodzenie na rzecz biegania... i tak mu zostało do dziś (a już za chwilę świętujemy drugie urodziny!). Wizytę na ostrym dyżurze (i 5 szwów) zaliczyliśmy równo trzy tygodnie temu, więc jak widać dużo wody musi upłynąć zanim postulowana samokontrola zacznie mu towarzyszyć... (ile?!) Nogi już się nie plączą, za to przeszkadza chęć robienia miliona rzeczy na raz - biegnę do mamy, która jest z przodu, mówię do taty, który jest z boku i sprawdzam czy Marcysia, która jest z tyłu, patrzy jaki jestem boski:), bo tak to dokładnie wyglądało w przypadku łuku brwiowego rozciętego... Trzymajcie się zatem i nastawcie na kolejne atrakcje:) A opis rzeczywiście zjawiskowy!

  • agra1

    nie martw się, bieganie nie przechodzi z wiekiem :) Tyle, że nabierają wprawy w omijaniu przeszkód.
    Piotrek biega do tej pory BEZ PRZERWY, no, chyba, że akurat śpi. Ale wtedy też przebiera nogami.
    A my do towarzystwa mamy psa i biegają sobie razem po mieszkaniu....

  • Gość: [ĆWIRKI] *.ssp.dialog.net.pl

    oojejjjj.. no toż to przecież Kasyczne Żywe Srebro! :))
    Wszyscy przez to przechodzimy... i na pocieszenie dodam: BĘDZIE LEPIEJ:) Maluch wreszcie wycwani się i przestanie wpadać na wszystko popadnie:) Długo raczkował? Podobno ten etap pozwala rozwinąć wyobraźnię 3d i w ogóle uświadomić Małej Istocie o istnieniu trzeciego wymiaru:)

  • zoo-zanka

    Raczkowanie w niczym nie pomaga. Dziewczę moje zainaugurowało rok wizytą na ostrym dyżurze, albowiem skoczyło na główkę z kanapy u znajomych (zobaczyła kotka, kotek! kotek!) i trafiło w metalową nogę od stołu. Blizna z czoła już schodzi. Parę razy grzmotnęła się ustami w deskę pod stołem, krew, płacz, usta jak u Angeliny. I dalej biega.

  • teraz_asia

    Są dzieci rozważne i ostrożne, powoli wdrażające się do zmiany pozycji. Sama takie widziałam, słowo.
    Są też inne dzieci...no, nasze dzieci:-) Misiek do skończenia dwóch lat zaliczył dwukrotnie szpital, dwa razy zszywanie, a raczej sklejanie rozcięć na czole, niezliczoną ilość siniaków, guzów i potłuczeń. Lola: zszywanie wargi, wyjmowanie wbitych w dziąsło mleczaków, siniaki prosto z ringu.
    Mechanizm identyczny jak u Filippa - biegamy, tłuczemy głową, płaczemy, opatrujemy, lecimy dalej, wpadamy na ścianę....rany boskie, Fiona, nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale to dopiero początek:-)

  • maya.d

    Ło matko, wszystko przed nami! Nie powinnam czytać tego wpisu chyba.
    Pozdrawiam!

  • dziwobaba

    Na to wszystko jedna rada: na spacerze obowiązkowo zapięcie w wózku, a w domu chodzik na przemian z kojcem.
    Żartowałam.
    Akurat teraz mają nasze dzieciaki najlepszy moment na te wszystkie wypadki, dopóki kości w miarę elastyczne, a ciekawość świata nie pozwala im się pogrążyć w traumogennych rozpamiętywaniach i, jak gdzieś przeczytałam, zawsze lepiej podczas upadku walnąć o ziemię czachą z wysokości 80 centymetrów (czyli teraz) niż 180 (czyli za jakiś czas).
    Nas na szczęście jeszcze na ostrym dyżurze nie widzieli, mam nadzieję nie zobaczą. Ograniczamy się do liczenia siniaków, opatrywania drobnych ran i co pewien czas obserwowania czy nie ma symptomów wstrząsu mózgu.

  • ulach4

    Jedynie szelki i smycz pomogą...ale mimo wszystko Ci zazdroszczę, bo mój pierworodny (i jedyny) też biega, tyle, że za dziewczynami...

  • ajlona82

    Nie wszystkie dzieci tak maja. Moj najpierw zaczal chodzic a pozniej biegac, omijajac przeszkody. Jest chyba z tych "ostroznych". tfu tfu, oby mu sie nie odmienilo.

  • fiona_apple

    Ej no, laski, a nie miało być tak, że Wy tu wchodzicie i mnie zapewniacie, że zaraz się to zmieni i dziecię me zostanie spokojnym młodzieńcem? Coś się nie dogadałyśmy... ;) Tym samym chciałam podziękować tym niewiastom, co przewidują mały, aczkolwiek realny, progres pozytywny. Anyway, rany cięte i tłuczone schodzą, Młody nie zwolnił tempa, a ja zaraz jakieś foty do notki dorzucę.

    @ ajlona82 - Chyba będę mówić w imieniu innych matek tu komentujących - TWÓJ się nie liczy. :)

  • fiona_apple

    Załączyłam foty i wydaje mi się, że biorąc pod uwagę niedzielne wydarzenia, Filippo wygląda świetnie. Mam nadzieję, że gorszych zdjęć nie będę miałą okazji zamieszczać.

  • ajlona82

    Wyglada swietnie i ma mine prawdziwego rozrabiaki :D

  • tranikowa

    rzeczywiscie troche podobny do goloty ;)

  • Gość: [wiewióra] *.gdynia.mm.pl

    Witam ! Jako iż od jakiegoś czasu czytam owego blogaska postanowiłam wreszcie skomentować. Fakt opis był straszny , ale wygląda całkiem dobrze ;)) heh dodam iż nie jestem matką ;)

  • fiona_apple

    @ tranikowa - Mam nadzieję, że "trochę podobny do Gołoty" oznacza pozostałości po ranach, a nie rysy twarzy. W tym drugim wypadku obawiam się, że w przyszłości mego syna nie zechce żadna kobieta ani żadna mężczyzna...
    @ wiewióra - Witam na blogu! I zapraszam do częstszych komentarzy. :)

  • gang.stokrotek

    o rany, nieźle, ja też teraz żyję na progu zawału, u nas dodatkowo jest bieganie po kanapie albo łóżku brata:/
    Jak narazie Miluś zalicza tylko siniaki, tfu tfu, na SORze widzieli nas tylko raz z okazji połknięcia CIAŁA OBCEGO.

  • Gość: [b.poisoncat] *.dynamic.gprs.plus.pl

    brrr... normalnie ciary mialam w trakcie czytania... jak pomysle ze za pol roku nas to czeka...

  • mikanm

    Ale on się do Ciebie robi podobny :D

  • tranikowa

    ze niby fiona jest podobna do goloty? hahaha

  • fiona_apple

    Ja też widzę, że Młody się robi do mnie podobny. Wreszcie. A ja z Gołoty mam chyba tylko urok osobisty, bo przecież nie subtelne rysy twarzy. :)

    Btw, dziś rano zauważyłam, że Filippo ma lekko uszczerbioną prawą górną dwójkę. :( Albo to zrobił tydzień temu, albo wcześniej. Dobrze, że to tylko mleczak.

  • fiona_apple

    I jeszcze w temacie niedzielnych przygód. Dziś w Blue City w kolejce do kasy w Rossmannie spotkaliśmy kelnera ze Szpilki, który donosił nam lód do przyłożenia do skroni Młodego. Świat jest mały. No i dowiedzieliśmy, że wciąż mamy do Szpilki wstęp.

  • wodorka

    No właśnie, ja niby jestem wyluzowana na to, że trzeba głową przywalić, ale właśnie mała zaczyna etap raczkowania i dzisiaj zdrowo przywaliła głową o podłogę (jeszcze nie bardzo wie jak to wszystko obsługiwać) i straszne poczucie winy miałam, że nie udało i się jej upiilnować, guz całkiem konkretny, przykładałam zimnego kotleta ;-( Jak Wy sobie z tym radziłyście? eh...

  • fiona_apple

    @ wodorka - Trzeba zapić poczucie winy lampką dobrego wina. A dziecko da se radę. :)

  • Gość: [zuaninia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Witam! Czytam Twojego bloga od ładnych kilku miesięcy - jak tylko dowiedziałam się, że zostanę Mamą :) A dziś Córcia ma już tych miesięcy 5 i z tego co widzę "przygotowuje się" chyba do raczkowania... więc opis poczynań Filippa czytałam z drżeniem serca... Na całe szczęście skończyło się u Was tak jak się skończyło a Synuś ma cały czas błysk w oku. Tak trzymać :) Z komentarzy wyczytuję, że jeszcze wiele przed nami. Już się nastawiam... :)))

  • fiona_apple

    @ zuaninia - Witam na blogu! A właściwie witam wśród komentujących, bo już przyznałaś, że na blogu jesteś od jakiegoś czasu. :) O tak, wiele przed Wami. I przed nami też. Uroki rodzicielstwa.

  • Gość: [Anna] *.nat.umts.dynamic.eranet.pl

    Nie wiem, czy Filip stanie się ostrożniejszy, czy nie..., ale JAKIŚ postęp będzie:) Ot moja mądrość:)
    Kilka dni temu mój syn (w lutym skończy 3 lata - ŁoBoziulu jak to zleciało) spadł z krzesła - tak po prostu siedział i spadł,a ja biegnę do niego - "synek!!!" a mały na to - "nić sie nie tało, mamuś, nić się nie tało, juś wśtaje!!!"
    I jakby nigdy nic wstał i poszedł sobie...
    Jaki z tego wniosek?
    Dzieci się uodparniają na takie wypadki, a my - rodzice...niekoniecznie
    (???)

  • wodorka

    No staram się, staram ;-) ale przecież nie mogę cały czas chodzić na cyku, bo sąsiedzi pooc społeczną wezwą ;-)

  • fiona_apple

    @ Anna - Bo rodzice, w przeciwieństwie do dzieci, za dużo i za intensywnie myślą, ot co.
    @ wodorka - Jakby pomoc społeczna jednak przyjechała, dzwoń/pisz/wołaj. Pomożemy. :)

  • Gość: [Anna] *.nat.umts.dynamic.eranet.pl

    Czy rodzice za dużo i zbyt intensywnie myślą....?
    Mój syn dziś nie mógł zasnąć - powód - jutrzejsza wizyta Mikołaja...
    Pytań nie było końca, jednym z nich było - czy mikołaj ma światła w tych swoich saniach, i gdzie one dokładnie są (przecież sanie ciągną renifery)....? A gdzie jest bagażnik na prezenty?
    Wniosków cd. - to jest dzieci wina/zasługa (jak kto woli), że tak wytężamy nasz umysł:)
    Ale ja (choć do małomównych się nie zaliczam) już chwilami mam dość szukania odpowiedzi na ciągle zadawane pytanie "A PO CO MAMUŚ......."

Dodaj komentarz

© Wylęgarnia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci